@2018 Łukasz Droździk

Wszelkie prawa zastrzeżone

Patrzeć i dostrzegać to, czego inni nie widzą. Znaleźć w miejscach, na które patrzysz od lat coś, co będzie inspiracją lub tłem do wizji, jaką masz w głowie. W oczywistości dostrzec nieoczywistość i przekonać do niej odbiorców. Tego się uczę i uczyć będę się pewnie już zawsze. To trudniejsze od przyswojenia specyfikacji aparatu czy setup’ów oświetleniowych. 

Sesje zdjęciowe w bajkowych sceneriach Bali, Malediwów, Dubaju czy hiszpańskich wysp to luksus, na który mogą sobie pozwolić nieliczni fotografowie. Większość szuka inspiracji lokalnie, na własnym podwórku. Czy to oznacza, że takie sesje będą gorsze jakościowo? Niekoniecznie. Wspomniane wyżej lokalizacje są tzw. pewniakami. Po prostu wiesz, że tam wyjdą dobre zdjęcia i trzeba się mocno postarać, żeby to schrzanić. Z pewnych względów ich wybór jest zrozumiały. Jeśli duża marka modowa organizuje sesję najnowszej kolekcji, to bierze w niej udział zazwyczaj kilka, kilkanaście osób. To generuje koszty, przy których nie ma miejsca na pogodową loterię ani czasu na szukanie odpowiednich miejsc. Stawia się na pewniaki - sprawdzony fotograf, dobra modelka i miejscówki, których jesteśmy pewni. W końcu te zdjęcia mają sprzedać całą kolekcję i nie ma w takim podejściu niczego złego.

Jeśli jednak jesteś fotografem, który dopiero zaczyna swoją przygodę, nie masz budżetu, fotografię traktujesz głównie jako pasję to pozostaje Ci szukanie miejsc lokalnie. W tym też nie ma niczego złego! Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że to niezwykła przygoda! Znalezienie w swoim mieście czy wiosce miejsc magicznych, zapomnianych, opuszczonych, poza satysfakcją daje też poczucie, że te zdjęcia będą wyjątkowe. Jest duża szansa, że tu nie dotarł inny fotograf.

   

Mam kilka takich miejsc. Jednym z nich jest Pustynia Błędowska. Fakt - nie jest to może miejsce schowane przed światem, nikomu nieznane i pewnie kilka sesji się tam odbyło. W większości jednak są to sesje ślubne, a ja osobiście nie spotkałem się z tym, żeby ktoś realizował tam sesję modową. Piękno tego miejsca dostrzegłem kiedy nagrywałem wywiad z Klaudią Kulawik. Pamiętacie małą dziewczynkę, która w pierwszej edycji Mam Talent zaśpiewała „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena? Dzisiaj to kobieta, która ujęła mnie swoją dojrzałością i niezwykłym głosem. Zaprosiłem ją na rozmowę w ramach projektu „Lustro”, a spotkaliśmy się właśnie na Pustyni Błędowskiej - rodzinny dom Klaudii położony jest kilkaset metrów od tego miejsca. 

Już wtedy wiedziałem, że muszę zrealizować tam sesję. I tak się stało. Agencja Charme de la mode udostępniła mi do testów Agnieszkę, Maciek Domański kilka strojów z najnowszej kolekcji wieczorowej, a Piotrek Bartoszewski z B-Roll uwiecznił wszystko na klipie. 

Była końcówka marca, ale było niesamowicie gorąco. Do tego stopnia, że martwiliśmy się czy nie spłynie nam makijaż. To jednak miało swoje plusy - czuliśmy się trochę jak na prawdziwej pustyni. W zamyśle zdjęcia miały być proste - klasyczne stroje z lekko orientalnym zacięciem, w surowej, jednolitej scenerii. Do tego prosty makijaż, który wyglądał tak jakby go w ogóle nie było i modelka o nieprzeciętnej urodzie. Chciałem też pokazać tę przestrzeń - Pustynia Błędowska do 33 km kwadratowe piasku. Co prawda na horyzoncie widać nieco zieleni, ale myślę że udało się uchwycić ten surowy, pustynny klimat. 

To co zobaczyłem na zdjęciach przerosło moje oczekiwania. Na podglądzie podczas sesji widziałem, że jest dobrze, ale w trakcie obróbki miałem prawdziwy problem z wyborem dziesięciu najlepszych zdjęć. Z obróbką też nie kombinowałem - miało być prosto, surowo i tak było. 

Sporo się też nauczyłem. Dziś zamiast zdjęć w pełnym słońcu zdecydowałbym się chyba na jego wschód lub zachód. Choć z drugiej strony - przecież wtedy robią zdjęcia wszyscy. Ja szukam piękna tam, gdzie szukają go nieliczni. „Unikaj przepalonego nieba!” - mówią, a ja pytam dlaczego? Kto tak powiedział i dlaczego mam go słuchać?

Sesja na Pustyni Błędowskiej była dla mnie swoistym przełomem. Uświadomiłem sobie, że na Śląsku gdzie mieszkam, czy w ogóle w Polsce jest masa równie spektakularnych miejsc. Być może część z nich została już odkryta i sfotografowana, ale pewnie jeszcze więcej jest tych zapomnianych, które czekają na swój moment. Inaczej zacząłem też spoglądać na moje najbliższe otoczenie - wioskę, w której mieszkam. Stare, czarne, wielkie drzwi do stodoły, ściany z wapiennego kamienia, które wyglądają zupełnie jak te we włoskich winnicach czy imponujący, samotny dąb pośrodku pola. Mieszkam tu już sześć lat i nigdy wcześniej nie patrzyłem na te miejsca w kategoriach inspiracji do zdjęć. Mówią, że potrzeba jest matką wynalazków. Ja stwierdzę, że ograniczenia są rodzicami fotograficznych odkryć. 

Modelka: Agnieszka / Charme de la mode

Stroje: Maciej Domański

Makijaż: Klaudia Marzec / MildaMakeUp

Film: Piotr Bartoszewski / B-Roll

 

Cudze chwalicie

05 kwietnia 2020

Chwytliwy nagłówek co? Ilu z Was pomyślało w koronawirusie? Na szczęście jestem zdrowy, siedzę w domu i piszę. Tematu epidemii nie będę poruszał - ani ze mnie ekspert, ani autorytet w tej materii. Po prostu bądźmy ostrożni, życzliwi i uważni na drugiego człowieka, a wszystko się dobrze skończy i to szybciej niż nam się wydaje. 

Jednak nagłówek nawiązujący do choroby pojawił się nie bez powodu. Fotografia jest obecna w moim życiu od bardzo dawna. Nie pamiętam dokładnie od kiedy, ale pamiętam że jedną z pierwszych rzeczy jaką kupiłem za pierwszą wypłatę był właśnie aparat. Kompaktowy Olympus. Żeby była jasność - nie jestem tym typem fotografa, który bez aparatu nie rusza się nawet na zakupy. Nie porównacie mnie też do japońskiego turysty. Jak mnie naszło to brałem aparat i wychodziłem w teren. Jak mnie nie naszło, to nie miałem z tego powodu wyrzutów sumienia. Tak jest też dzisiaj. Słabiej lub mocniej, potrzeba przyglądania się światu, ludziom i zamykania tych obserwacji w zdjęciach była, jest i - mam nadzieję - będzie. Nigdy jednak nie myślałem o niej w kategoriach zawodu. 

Do czasu. W 2017 roku młody projektant Maciek Domański - którego znam prywatnie - widząc moje zdjęcia zaproponował, żebym zrobił lookbook jego kolekcji wieczorowej. Tak na zasadach testu - miał przeczucie i chciał dać mi szansę. Trzeba też jasno powiedzieć, że szukał kogoś, kto zrobi zdjęcia jak najniższym kosztem - młodym projektantom bez zaplecza finansowego raczej się nie przelewa. U mnie miał je za darmo, więc barter idealny. Zdjęcia bardzo mu się spodobały. Ja podchodziłem do nich mniej entuzjastycznie, ale skoro „klient” chwali to nie będę przecież zaprzeczał. Nawet się ucieszyłem, choć pojawiło się też lekkie przerażenie. Fotografowaliśmy wtedy jakieś 8-10 sylwetek, a ja wróciłem do domu z kartą, na której było grubo ponad 2000 zdjęć. Praca fotografa, którą do tej pory postrzegałem jako tą idealną, nagle nabrała nieco innego charakteru. Bo weź człowieku teraz siądź i wybierz z tego 20 ujęć. Szaleństwo!

Ta sesja była jednak dobrą okazją do zastanowienia się nad tym, po co mi 40-50 klatek jednej pozycji. Przecież to nie reportaż! To nie zdjęcia z meczu żużlowego, gdzie ważne jest każde ujęcie, a seria jak z karabinu jest jedynym sposobem, żeby mieć choćby jedno dobre zdjęcie. Przecież to sesja stylizowana, ustawiana, wszystko można poprawić, zrobić raz jeszcze! Nie potrafiłem sobie racjonalnie wytłumaczyć skąd we mnie ten pęd do długich serii, więc z każdą kolejną sesją było ich coraz mniej. Sporo uświadomił mi też fakt, że rodzaj fotografii, w którym chcę się rozwijać - czyli portret i moda - wymaga spokoju, skupienia i koncentracji na detalach. Dzisiaj wiem, że to co zrobiłem podczas sesji z Maćkiem było jednym wielkim chaosem. Reagowałem na zastaną sytuację zamiast kreować własną. Ale gdyby nie ta sesja i kilkadziesiąt kolejnych nie doszedłbym do miejsca, w którym jestem teraz. To wszystko było po coś.  

Gdzie jestem dzisiaj? Ansel Adams powiedział: „Dwanaście świetnych fotografii każdego roku to wspaniały plon”. Właśnie tu jestem. Przede wszystkim zacząłem myśleć nad zdjęciami. Zanim umówię się na sesję, zastanawiam się po co mi ona. Co chcę pokazać, powiedzieć tymi zdjęciami. Myślę nad miejscem, myślę nad twarzą, która najbardziej pasuje do mojej koncepcji, a w trakcie samych zdjęć szukam. Miejsca, światła, grymasu na twarzy, szczegółów w tle i dopiero kiedy znajdę, robię zdjęcie. 

Tak było podczas sesji z Kubą Wolskim z agencji AS Management, którą realizowałem na plaży w Gdańsku. Takie zdjęcia chodziły za mną od dawna. Czerń i biel, minimalistyczne tło jakim jest pusta plaża i morze, model o nieoczywistej urodzie i minimalistyczna stylizacja. Potrzebowałem twarzy od której bije spokojem, opanowaniem, której spojrzenie przyciąga. Dzięki temu, że od początku wiedziałem jak te zdjęcia mają wyglądać, jestem
z nich tak zadowolony. 

Oczywiście królują portrety, ale jest też sporo zdjęć całej sylwetki. To było dla mnie wyzwanie, bo jeśli obserwujecie moje prace, to wiecie że lubię ciasne kadry. Musiałem zmierzyć się nie tylko ze swoimi ograniczeniami, ale też z co chwilę zmieniającymi się warunkami. Słońce chowało się za chmury, za chwilę zza nich wychodziło, więc
o stałości światła nie było mowy. Ale to dobrze! Dzięki temu te zdjęcia są jakieś i czegoś się nauczyłem. 

Z Kubą spędziliśmy razem około godziny. Czas, który jeszcze niedawno wydawał mi się szalenie krótki, tu okazał się zupełnie wystarczający.
Bo wiedziałem jakich kadrów chcę, bo dzień wcześniej byłem zobaczyć miejsce, bo niesamowitą pomocą okazał się wspólny język jaki znaleźliśmy z Kubą. Serio - długo nie zdawałem sobie sprawy z tego jak wiele zależy od charakteru osoby, którą masz po drugiej stronie. Kuba okazał się skromnym, pokornym, ale też świadomym siebie chłopakiem. 

Na sesji powstało około 70 zdjęć, z których wybrałem 10. W spokoju, bez poczucia przytłoczenia ich ilością i z satysfakcją, że dotarłem do miejsca, gdzie ważna jest jakość, nie ilość. 

Do sczytania!

Łukasz

To jest element tekstowy. Kliknij ten element dwukrotnie, aby edytować tekst. Możesz też dowolnie zmieniać rozmiar i położenie tego elementu oraz wszelkie parametry wliczając w to tło, obramowanie i wiele innych. Elementom tekstowych możesz też ustawić animację, dzięki czemu, gdy użytkownik strony wyświetli je na ekranie, pokażą się one z wybranym efektem.

Podobał Ci się ten artykuł? Możesz mnie wesprzeć na